poniedziałek, 06 kwiecień 2020
plensk

Turystyka kulinarna czyli podążaj za smakiem

 Podróże „za smakiem” to wyjątkowa forma turystyki, która w ostatnich dekadach zdobywa szczególne uznanie na świecie. Regionalne potrawy, trunki i specjały stają się obecnie nie tyle smacznym dodatkiem do wrażeń z podróży, ale celem wyjazdu samym w sobie. Przy sezonowości naszej, czytaj polskiej, oferty turystycznej warto więc pamiętać, że turysta musi jeść codziennie, bez względu na pogodę. „Smakami regionalnymi” może interesować się każdy, niezależnie od wieku, płci czy narodowości. Sztuka kulinarna jest jedyną dziedziną sztuki, która przemawia do wszystkich pięciu ludzkich zmysłów, z tym tak czułym dla naszej pamięci – smakiem.

Potrzeby jedzenia i picia to potrzeby podstawowe, fizjologiczne człowieka – związane z jego przetrwaniem. Od początku dziejów ludzie interesowali się więc potrawami i napojami, przy czym owo zainteresowanie zmieniało się na przestrzeni wieków. Początkowo skupione było na tym „by” – by zdobyć pożywienie i by było go wystarczająco dużo do przeżycia. Wraz z rozwojem technik polowania, łowienia, z wykształceniem umiejętności uprawy i hodowli, istotne stało się również „co” i „jak” – co upolować, co sadzić, jak to robić najlepiej, jak przygotować, aby jak najefektywniej wykorzystać i na jak najdłużej utrwalić pożądane właściwości pożywienia. W końcu przyszedł czas na kolejne „jak” – jak przyrządzić, aby było nie tylko pożywne i trwałe, ale także smaczne. To ostatnie „jak” zdominowało współczesną kuchnię, a poszukiwanie doznań smakowych dało też inspirację dla rozwoju turystyki kulinarnej. Miliony turystów na całym świecie wyprawiają się by dowiedzieć się „jak” – jak smakuje kuchnia innych narodów, jak przyrządza się potrawy nieznane w ich codziennym menu, jak – niekiedy zaskakująco – łączy się smaki w lokalnych kuchniach, jak narodziło się konkretne danie, czy jak się je podaje i jakie anegdoty się z nim wiążą. Pojawia się także pytanie „czy” – czy udałoby się uzyskać ten smak we własnym mieszkaniu, czy można za jego pośrednictwem przenieść do domu ten klimat i wspomnienia z wakacji, czy udałoby się podzielić tymi niezwykłymi wrażeniami i doznaniami z rodziną oraz przyjaciółmi?

Ludzie od wieków podróżując, starają się dotknąć kultury odwiedzanych miejsc także poprzez doznania kulinarne. Podróżując przez różne kraje i regiony szukają oryginalnych smaków i ich zestawień. Wytrawni globtroterzy omijają światowe luksusowe hotele wraz z ich kuchnią śródziemnomorską i jadają miejscowe potrawy, najlepiej w niewielkich karczmach, barach, zajazdach, trattoriach, tawernach i innych lokalnych odpowiednikach lub po prostu „u miejscowych” – w tzw. agroturystyce, w domowych kuchniach, bo tam właśnie można doświadczyć autentycznej kultury miejsca, do którego się przebyło.

 

Jedzenie motywuje do podróży

Turystyka kulinarna to szczególna forma turystyki ogólnej, która zdobywa coraz większe zainteresowanie i uznanie w Europie Zachodniej oraz na świecie. Jedzenie i napoje stają się nie smacznymi dodatkami do wrażeń z podróży, ale czynnikami motywującymi turystów do odbycia wyprawy w wybrane miejsce. Władze takich potentatów turystyki europejskiej jak Włochy czy Francja dostrzegają potencjał turystyki kulinarnej jako narzędzia, które promuje i wspiera w rozwoju miejsca, regiony a nawet kraje.

Dr inż. Janusz Majewski podkreśla uniwersalność tej formy, gdyż z pozostałych wyróżniają ją następujące cechy:

- 100% turystów musi korzystać z posiłków podczas podróży;

- jest możliwa przez cały rok, o każdej porze dnia i bez względu na pogodę;

- zainteresowanie kuchnią w podróży nie jest zarezerwowane dla określonej kategorii wieku, płci czy narodowości;

- sztuka kulinarna jest jedyną dziedziną sztuki, która przemawia wszystkimi pięcioma zmysłami;

- goście spędzają więcej czasu z pracownikami gastronomii niż z jakimkolwiek innym personelem liniowym (aż do trzech godzin dziennie).

Dziś kuchnie regionalne przeżywają swój renesans, a zainteresowanie przyrządzaniem potraw staje się prawdziwą modą. Nie wyobrażamy sobie kanału telewizyjnego, w którym brakowałoby programu uczącego gotowania. Niezwykłym zaskoczeniem, a dla niektórych wręcz szokiem, byłaby informacja, że w księgarni nie ma ani jednego tytułu poświęconego kulinariom, a z kiosku zniknęły magazyny z przepisami. Potrzeby i chłonność nabywców są tak wielkie, że na rynku wydawniczym codziennie pojawia się kolejny tytuł, a w Internecie setki nowych stron na ten temat. Chęć zdobywania wiedzy i doświadczeń kulinarnych sprawia, że coraz liczniejszej rzeszy turystów nie wystarczy już tylko wiedzieć; oni chcą potrafić. Dlatego od kilku lat zauważa się, że wyraźnie wzbogaca się forma turystyki kulinarnej. Turyści nie tylko odwiedzają targi i jarmarki, festiwale kulinarne czy lokale z regionalnymi specjałami, ale coraz częściej chcą uczestniczyć w przyrządzaniu potraw. Pragną doświadczeń, które będą miały wkład w ich osobisty rozwój. Aktywne zaangażowanie w poznawanie zwyczajów i kultury kulinarnej danego regionu pozwala zrozumieć lokalnych mieszkańców i ich styl życia, a dzięki temu pełniej podróżować.

 

Inwestycja zwraca się szybko

Jak podał włoski dziennik „La Repubblica”, Włochy przyciągają corocznie około 5 mln kulinarnych turystów, którzy pragną poznać kuchnię Półwyspu Apenińskiego i jej tajniki na specjalnych kursach gotowania. Na „gastronomiczne wakacje” decydują się chętnie zwłaszcza Amerykanie, Brytyjczycy i mieszkańcy Europy Północnej, ale także Rosjanie i Chińczycy. Ten rodzaj wypoczynku w winiarniach, gajach oliwnych oraz w kuchni, przy patelniach i rondlach wybierają przede wszystkim ludzie dobrze sytuowani. Ich ulubione destynacje to: Toskania, Umbria, Apulia i Abruzja. Takie wakacje to wydatek średnio od 1500 do 3500 euro od osoby, za pakiet obejmujący pobyt we Włoszech oraz lekcje w szkole gotowania. Turystyka kulinarna w tym kraju to obroty w wysokości około 2,5 mld euro rocznie. Co więcej wartość ta rośnie z roku na rok, podczas gdy tradycyjna turystyka boryka się z poważnymi problemami. Włoski kucharz Massimo Criscio, uczący sztuki gotowania na wakacyjnych kursach, podkreśla, że gościom z zagranicy lekcje teoretyczne nie odpowiadają, oni naprawdę chcą włożyć ręce w ciasto, ubrudzić się sosem i oliwą, poczuć prawdziwą włoską kuchnię i zaczerpnąć z miejscowej kultury, tradycji i historii. Nic więc dziwnego, że „akademie kulinarne” powstają jak grzyby po deszczu. Zazwyczaj w starych, klimatycznych willach, odrestaurowanych przez nowych właścicieli. Jako przykłady można przywołać choćby toskańskie: „Vallicorte” i „Casa Ombuto”, okrzyknięte w 2002 r. przez brytyjski magazyn „The Observer” jednymi z 10 najlepszych szkół kulinarnych w Europie (w rankingu znalazły się cztery szkoły włoskie, trzy francuskie i po jednej z Hiszpanii, Portugalii oraz Grecji).

Włochy realizują działania, które pozwolą im za dekadę liczbę odwiedzających je kulinarnych turystów podnieść do 8 mln, zaś obroty z tej tylko dziedziny turystyki mają wynieść 4 mld euro. Potentatem turystyki kulinarnej jest także Francja, która w ponad 20 regionach wytyczyła kulinarne szlaki wina, szampana, serów, oliwy, piwa, calvadosu i jabłek. Austria proponuje „serową trasę” o długości 70 km, od wytwórców aż po „serowe gospody”, Węgrzy zapraszają na wino, z kolei Chorwaci na trufle i kasztany. A to nie koniec, bowiem turystyka kulinarna to także targi żywności i festiwale kulinarne, jak np. festiwale zupy rybnej w Livorno, sera w Bra, mozzarelli w Opi, gęsiej wątróbki w Budapeszcie czy Festyn Moreli w Dolinie Wachau w Krems w Austrii.

Dziedzictwo kulinarne jest istotnym elementem budowy marki turystycznej państwa i regionu. Przy wyborze celu podróży dobra i oryginalna kuchnia często decyduje, stając się języczkiem u wagi. Nie ściągniemy „turystów kulinarnych” do Polski wyrafinowaną kuchnią typu francuskiego czy egzotyką, jak np. pełna przypraw hinduska. Wytrawnych globtroterów możemy zachęcić do przyjazdu stuletnią tradycją prostych potraw, spożywanych w niedużych, klimatycznych karczmach, zajazdach, gościńcach lub szynkach. Możemy ich zaprosić także na posiłek „u miejscowych”, czyli w agroturystyce. Na posiłek przygotowywany z lokalnych składników, w domowych kuchniach, przez gospodynie z przepisów zapamiętanych od mamy i babci.

 

Nasza kuchnia to nie tylko pierogi

Polski potencjał kulinarny jest dzisiaj powoli zagospodarowywany. Jak pierwsze jaskółki na wiosnę, nieśmiało powstają się podmioty trudniące się obsługą turystów chcących doświadczyć smaku i zwyczajów już nie tylko włoskiej czy francuskiej, ale właśnie polskiej kuchni. Jedna z krajowych firm podaje w swojej ofercie: „Wycieczki w najpiękniejsze odludne miejsca w Polsce, połączone z warsztatami gotowania potraw regionalnych. Uczą najlepsi mistrzowie – gospodynie wiejskie i lokalni producenci żywności”. Może za kilka lat Polacy słysząc nazwy typu: kartacz, prażucha, dzionie, pamuła, sołdra, gzik, kumpia, czy kacapoły nie będą robili zdziwionych oczu i zastanawiali w jakim języku zwraca się do nich rozmówca. Na chwilę obecną bowiem przeciętny Kowalski ma niestety lepszą wiedzę o pizzy, kebabie, gyrosie, spaghetti i lasagne niż o potrawach swojego regionu. Warto to zmienić i włączyć się w europejski nurt turystyki kulinarnej, bo potencjalne zyski z tego tytułu są nie do pogardzenia.

Narodowe czy regionalne kuchnie „pukają” do nas codziennie. Poprzez kanały telewizyjne z 24-godzinnym programem kulinarnym, artykuły w prasie codziennej, magazyny z przepisami, książki-przewodniki. Internet „puchnie” od stron poświęconych wyłącznie gastronomii, tej tradycyjnej (polecam stronę www.podkarpackiesmaki.pl oraz www.szlakpodkarpackiesmaki.pl), jak i współczesnej. Zainteresowanie przyrządzaniem potraw staje się prawdziwą modą, a dla niektórych nawet obsesją.

I koniecznie należy pamiętać, że obiekty gastronomiczne stanowią niezwykle ważne ogniwo zintegrowanej oferty miejsca, wpływając silnie na wizerunek konkurencyjnej destynacji biznesowej i turystycznej.

 

oprac. Krzysztof Zieliński


euroregion

Adres korespondencyjny

35-064 Rzeszów, Rynek 16/1

Dane kontaktowe

+48 17 852 85 26
info@procarpathia.pl